Z prawdziwą radością przekazuję czytelnikom kolejną ciekawostkę oraz prezentuję nieznany dotąd poemat o Kostrzynie nad Odrą. Niewątpliwą sensacją związaną z poematem jest fakt, że ten mało znany utwór napisany przez Tadeusza Chrzanowskiego* dedykowany został Zbigniewowi Herbertowi. Odnalazł go na księgarskiej półce krakowski dziennikarz Stanisław Mancewicz i przekazał Pani Izabelli Engel ze Słońska. Dzięki Jej uprzejmości otrzymałem tekst utworu poświęconego naszemu miastu, który powstał około pięciu lat po II wojnie światowej. Doskonałą okazją do przypomnienie Państwu tego poematu, jest setna rocznica urodzin profesora Tadeusza Chrzanowskiego. Życzę miłej lektury.
Tu obraz oraz opis. Barwna reprodukcja obrazu olejnego Norberta Streicha z 1960 roku, przedstawiająca panoramę miasta, wykonana przez Henryka Stefańskiego, w: Kostrzyn nad Odrą. Dzieje dawne i nowe.
Przed czterema laty byłem w Kostrzyniu.
Kostrzyń? – Miasto – nieboszczyk.
W ślepych oknach – czarny wiatr – czarny wiatr -
jak puszczyk.
Przed czterema laty – czyli sześć po wojnie:
a miasto było niegościnne ogromnie -
na jezdniach stały domy,
na miejscu domów zaduch,
w bocznej uliczce znaleźliśmy ludzką czaszkę,
ale restauracji - ani śladu.
Do bani z takim miastem – powiedział Zbyszek.
I jego trafny sąd wciąż w pustym echu słyszę.
Że wspomniałem o czaszce... no cóż … po Hamlecie,
który bez reszty wygra ten rekwizyt,
jakoś to głupio... lecz przecież
trzeba naszkicować tak zwane tło...
a poza tym
krążyły mi po głowie rozmaite pomysły,
w swym bałaganie godne kostrzyńskiego śródmieścia,
że wojny – na swój sposób – były sprawiedliwe,
obdarzając sobą na równi
i tego co chciał,
i duże smutne miasta
i małe wsie ( podobno szczęśliwe )...
więc stąd ta czaszka:
po totalnym pijaństwie pusta flaszka.
Było zimno. Nie było knajpy.
Ruszyliśmy na chybił trafił szosą, a przed mostem -
oczekując tych nielicznych z wizą
celnik – urzędniczy Robinson.
I choć nie miał na czym przybić nam pieczęci
witał – jak gości najmilszych.
Ludzi głodny – jak my śniadania
w mieście co milczy.
Staliśmy więc na szosie z celnikiem,
na prawo ulice nie bardzo dobre,
na lewo cmentarz żołnierzy Radzieckich,
którym nie dane było przejść Odrę -
tak – tę szarą – na wprost,
tam gdzie szosa wskakuje na most.
Za Odrą pola, grządki ruin,
i czarny wiatr – jak tu.
Myślałem – patrząc – że byłby to traf nie lada
gdyby jakiś archeolog Odrę zbadał
i znalazł w jej dnie słupy Chrobrego – te słupy,
które wbijano nam do łbów
wśród gnuśnej ciszy szkół.
Za Odrą pola, ruin grządki,
i jakiś wiatr – i jakieś domki -
myślałem – patrząc - o patriotycznych trąbach,
które obwieściłyby światu o naukowym odkryciu
wśród bębnów bicia, turkotu werbli...
bo wiadomo - zawsze znajdą się tacy: potrzebni -
dobosze historii, płomienni wieszcze,
na których dzieła najlepsze
sam Chrobry z obłoków spogląda.
Uśmiałby się – gorzko – bo wiem,
ja – przeszłości amator szperacz,
historii nieśmiały wyznawca -
wiem dobrze jak to nędznie na historii się wspierać,
jak na lasce,
gdy krzywe nogi wiodą do rowu
do którego już wcześniej wpadły
i hejnały
i hasła...
Bo dla mnie historia dobra, gdy przed nią traktor -
( tak – ten sam – od złych wierszy, trudnych pól - )
i dobra gdy ją czytam z ugorów lub zasiewów,
co płacą podatek faktom
ziarnem lub plewą...
Za Odrą pola, domki nudne,
i ludzie mniejsi od swych zajęć -
Historio – nie wiele ci daję
w to chłodne przedpołudnie,
gdy czekam na skraju rzeki
na skiby fal spod galarów,
gdy czekam na skraju pól
na fale skib spod traktorów...
dopiero wówczas ci oddam
uliczkę, czaszkę bialuchną,
nawet ten chłodny poranek bez herbaty,
nawet ten wiatr nad szarą, szarą wodą -
sobie zatrzymam ufność:
że ta ziemia – przy szosie
da na co stać ją:
kłosy wyższe od słupów Chrobrego,
wyrosłe na śladach czołgów,
nad historyczną racją.
I jeszcze ta ufność:
że ludzie
tyle dadzą i tyle wezmą
ile trzeba by uczciwie wypełnić
dużą białą ankietę socjalną,
którą śmiem nazwać
historią współczesną.
Do bani z takim miastem – mówi Olek -
słusznie – bo żeby najgorsza knajpa,
a tu tylko czarny wiatr – czarny wiatr -
i gdzie odrzańska skarpa
miasto – wstrzymany pochód kalek.
Żegnaj szoso. Żegnaj cmentarzu.
I ty – sprawiedliwy celniku.
Tobie – bić na paszportach pieczątki,
a nam – szosę połykać szybką.
Cztery lata temu opuściłem Kostrzyń.
Role wydarte ugorom wtórowały kołom.
Za kołami nikł czarny krąg popiołu -
miasto – nieboszczyk.
*14.05.1926 – W Krakowie urodził się Tadeusz Chrzanowski, profesor, historyk sztuki, literat, fotograf, tłumacz poezji, publicysta, m. in. paryskiej "Kultury", ”Tygodnika Powszechnego”,wykładowca Politechniki Krakowskiej oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, przewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa, członek i korespondent Polskiej Akademii Umiejętności. Za wybitne osiągnięcia w pracy naukowej oraz dydaktycznej wielokrotnie wyróżniany, m.in.:Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Polonia Restituta; Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Wielkim Orderu Świętgo Grzegorza Wielkiego, który nadał mu papież Jan Paweł II. Około 1950 roku przebywał w Kostrzynie, prawdopodobnie ze Zbigniewem Herbertem. Inwentaryzował wówczas zabytki Dolnego Śląska oraz Ziemi Lubuskiej. Z tego okresu pochodzi poemat zatytułowany "Szkic nie napisanego reportażu o Kostrzyniu". Tadeusz Chrzanowski zmarł w Krakowie w dniu 24 grudnia 2006 roku.
"Szkic nie napisanego reportażu o Kostrzyniu" zamieszczony został w książce „Na założenie albumu”. Wiersze, przekłady, opowiadania, fotografie, listy Tadeusza Chrzanowskiego. Wstęp, wybór, opracowanie Zbigniew Baran, Kraków 2009, s.138–141. Ponadto recenzję opracowała dr hab., Kur Elżbieta Magdalena.Widziane słowem: o poezji Tadeusza Chrzanowskiego.Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny, Siedlce 2016, s.108-109.
Opracował Józef Piątkowski